dostawa różności

maja 24, 2026

Yes Owner of a Lonely Heart

Zdjęcia z 30 sierpnia, zrobione niedługo przed wyprowadzką. Pozował golas kupiony na polskim Vinted specjalnie dla Adele! Myślałam już, że nigdy ich nie dodam, bo się przeterminowały. Poszczęściło im się jednak, bo w tej chwili roznosi mnie energia, a wizja pisania od jakiegoś czasu znowu przestała wydawać mi się straszna. We wrześniu 2024 otworzyłam Bloggera z nadzieją na to, że tym razem uda mi się spełnić marzenie o stworzeniu swojego miejsca w sieci i zderzyłam się (czołowo) z kompletną pustką w głowie. Wrzuciłam zdjęcia i zamknęłam stronę. Za każdym nastpnym razem kiedy chciałam coś opublikować, robiłam dokładnie to samo. Zawsze łudziłam się, że potem coś dopiszę – nic z tego. Każda próba kończyła się fiaskiem. Nawet ten post męczę chyba od marca.

 Wpis początkowo chciałam zatytułować „W doniczkowym Edenie” – mamie w tamtym roku udało się wyhodować małą dżunglę na balkonie.
 
25 sierpnia
Ładna zieloniutka stacja metra.
Kolejny raz w Warszawie, po urodzinach przyjaciółki w lipcu. Dziękuję Ci Marta – nie wiem jak to wszystko udałoby mi się bez Ciebie. ♡
 

16 sierpnia
Wstawka na znaleziska z zeszłorocznej edycji letnich Targów Fantastyki w Krakowie. Fanty od Papatu Studio (duet ilustratorek, których jestem zagorzałą fanką) i bestiariusz „Podmesza”, czyli autorskiego świata Piotra Orleańskiego.

Chciałabym pamiętać na czyim stoisku wpadłam na te cudnej urody wazoniki w kształcie główek Pikminów...

 Jabłuszka! 🍎🐛 Snoopy!
 

Ptaszki uszyte przez blue_lu_crafts!
 
 Przesłodki breloczek, który dostałam od kumpeli ze studiów! Dziękuję Aniela. ♡
 

24 października
Przeróżne pieski z Miniso.
Jakiś czas później, już po otwarciu drugiego sklepu, podczas kolejnej wizyty w Złotych Tarasach stałam i ważyłam w dłoniach pudełka przez jakieś solidne piętnaście minut, bo tak bardzo chciałam wylosować figurkę z pierwszego zdjęcia. XD Ostatecznie się to opłaciło, ale następną zgarnęłam już z drugiej ręki. Co prawda jakiś geniusz zapakował mi ją owijając w całości w różową bibułę i w transporcie lekko się zafarbowała, ale... Powiedzmy, że było to do przełknięcia, a z plamami częściowo się uporałam. Któregoś dnia muszę faktycznie wyciągnąć je na zewnątrz i strzelić im kilka fot w zieleni, póki jeszcze coś kwitnie pod blokiem.

Na początku listopada udało mi się zaliczyć wycieczkę do zoo, gdzie spotkałam szalonego fana szympansów i bardzo sympatyczną zooedukatorkę Ewę.

Nie po kolei, nie na temat, ale jest. Pierwszy od długiego czasu z (oby) wielu zapisów moich strumieni świadomości w internecie. Mam jeszcze sporo zdjęć w zanadrzu, bo szczęśliwie nie zdarzyło mi się, jak to mam w zwyczaju, zapaść na dłużej w dołku, od kiedy nabrałam rozpędu.
Do widzenia, do miłego zobaczenia?

0 comments

Komentarze mogą być niedostępne w wersji mobilnej, pracuję nad rozwiązaniem. Przepraszam!

Obserwatorzy